Multimetr może wyświetlać 100,00 V, a mimo to wynik nie musi oznaczać dokładnie tego samego rano w ogrzewanym laboratorium i po południu w zimnej, wilgotnej rozdzielni. Problem nie leży wyłącznie w klasie przyrządu. Temperatura i wilgotność wpływają na elektronikę miernika, badany element, przewody pomiarowe, izolację oraz styki, a przy pomiarach małych sygnałów lub dużych rezystancji potrafią stać się jednym z głównych składników błędu.
Najczęstszy błąd praktyczny wygląda prosto: użytkownik sprawdza w instrukcji zakres pracy, np. od 0°C do 40°C, i zakłada, że w całym tym przedziale obowiązuje dokładność podana w tabeli. Niekoniecznie. Producent może pozwalać na pracę urządzenia w szerokim zakresie temperatur, ale pełną deklarowaną dokładność gwarantować tylko w znacznie węższym przedziale, przykładowo od 18°C do 28°C.
To rozróżnienie jest szczególnie ważne podczas odbiorów, kalibracji, diagnostyki automatyki, pomiarów rezystancji izolacji i wszędzie tam, gdzie różnica kilku dziesiątych procenta zmienia ocenę badanego układu.
Temperatura zmienia nie tylko wskazanie miernika, ale również to, co mierzymy
W profesjonalnych miernikach często spotyka się dokładność określoną dla temperatury około 23°C ±5°C, czyli od 18°C do 28°C. Przykładowo Fluke 17B+ ma właśnie taki przedział odniesienia, a poza nim producent podaje współczynnik temperaturowy równy 0,1 wartości deklarowanej dokładności na każdy 1°C. Podobną zasadę stosuje laboratoryjny Keysight U3606B: jego podstawowe parametry odnoszą się do temperatury 18–28°C, a poza tym przedziałem do budżetu błędu trzeba doliczyć składnik temperaturowy.
To nie jest drobny zapis techniczny.
Załóżmy dla uproszczenia, że przy pomiarze 100 V podstawowy dopuszczalny błąd konkretnego zakresu wynosi łącznie ±0,7 V. Miernik znajduje się jednak w pomieszczeniu o temperaturze 12°C, czyli 6°C poniżej dolnej granicy 18°C. Przy współczynniku 0,1 wartości dokładności na stopień dodatkowy składnik wyniesie:
0,7 V × 0,1 × 6 = 0,42 V.
W budżecie błędu trzeba więc uwzględnić już około ±1,12 V, a nie wyłącznie ±0,7 V. Dokładną metodę sumowania składników zawsze określa dokumentacja danego modelu, ale zasada jest niezmienna: przekroczenie referencyjnego zakresu temperatury oznacza pogorszenie niepewności wyniku.
Jest jeszcze drugi problem. Temperatura zmienia sam badany obiekt.
Dla miedzi współczynnik temperaturowy rezystancji w pobliżu temperatury pokojowej wynosi około 0,393%/°C. Przewód miedziany mający 1,000 Ω przy 20°C będzie przy 40°C miał w przybliżeniu:
1,000 Ω × [1 + (0,00393 × 20)] ≈ 1,079 Ω.
Różnica to niemal 8%. Jeżeli technik mierzący uzwojenie silnika porównuje wynik wykonany zimą przy 10°C z dokumentacją sporządzoną przy 20°C i nie przelicza rezystancji do temperatury odniesienia, może dojść do błędnego wniosku, że uzwojenie zmieniło parametry.
Podobny problem pojawia się podczas pomiarów:
-
rezystancji uzwojeń silników i transformatorów,
-
boczników prądowych,
-
rezystorów precyzyjnych,
-
bardzo małych rezystancji metodą czteroprzewodową,
-
napięć na poziomie mikro- i miliwoltów.
Przy małych napięciach dochodzą napięcia termoelektryczne powstające na połączeniach różnych metali znajdujących się w różnych temperaturach. Dotknięcie złącza palcami albo skierowanie na jedną stronę układu strumienia ciepłego powietrza może więc zmienić wynik, mimo że badany sygnał pozostaje stały.
Kiedy czekanie na stabilizację temperatury ma sens? Przede wszystkim wtedy, gdy miernik został wniesiony z samochodu lub magazynu do laboratorium, wykonywany jest pomiar precyzyjny albo badany element ma duży współczynnik temperaturowy. Laboratoryjne przyrządy mogą wymagać również własnego czasu rozgrzewania — przykładowo dla niektórych multimetrów stołowych producent przewiduje około 60 minut przed osiągnięciem deklarowanych parametrów.
Przy zwykłym sprawdzeniu, czy w gniazdku występuje około 230 V, godzinna stabilizacja byłaby absurdem. Przy wzorcowaniu napięcia odniesienia albo pomiarze rezystora 10 kΩ z dokładnością rzędu setnych procenta sytuacja jest zupełnie inna. Wymagany rygor powinien wynikać z dopuszczalnego błędu, a nie z samego faktu używania multimetru.
Wilgoć najbardziej szkodzi tam, gdzie prądy są bardzo małe
Wpływ wilgotności na pomiar napięcia sieciowego jest zwykle znacznie mniejszy niż na pomiar rezystancji rzędu setek megaomów lub gigaomów. Powód jest czysto elektryczny: wilgoć osadzająca się na powierzchni izolatorów, płytek drukowanych, złączy i przewodów tworzy dodatkowe drogi prądu upływu.
Przy niskich rezystancjach taki prąd może być niezauważalny. Przy wysokich — całkowicie zmienia wynik.
Przykład pokazuje skalę problemu. Załóżmy, że badany element rzeczywiście ma rezystancję 1 GΩ. Przy napięciu 10 V płynie przez niego zaledwie:
I = 10 V / 1 GΩ = 10 nA.
Jeżeli zabrudzona i zawilgocona powierzchnia stworzy równoległą drogę o rezystancji 10 GΩ, popłynie przez nią dodatkowy 1 nA. Rezystancja widziana przez miernik będzie wówczas wynosiła około:
1 GΩ || 10 GΩ ≈ 0,909 GΩ.
Błąd przekracza 9%, mimo że sam miernik może mieć wielokrotnie lepszą dokładność podstawową.
Dlatego przy pomiarach bardzo dużych rezystancji czystość jest częścią procedury pomiarowej. Tłusty ślad po palcu na izolatorze, kurz zmieszany z wilgocią albo mokra końcówka przewodu mogą mieć większe znaczenie niż różnica między dwoma miernikami wysokiej klasy.
Granica, której nie należy ignorować, to kondensacja pary wodnej. Wielu producentów określa dopuszczalną wilgotność właśnie jako wilgotność „bez kondensacji”. Przykładowe multimetry przenośne mogą pracować przy wilgotności do około 90% RH w niższych temperaturach, ale wraz ze wzrostem temperatury dopuszczalny poziom często spada. W przypadku Fluke 17B+ specyfikacja środowiskowa przewiduje między innymi do 90% RH przy 10–30°C i do 75% RH przy 30–40°C, przy czym dla najwyższego zakresu rezystancji ograniczenia są jeszcze ostrzejsze.
Jeszcze lepiej widać tę zależność w sprzęcie pracującym w szerszym zakresie temperatur. Dla niektórych przyrządów Fluke dopuszczalna wilgotność spada przykładowo z około 90% RH przy temperaturach do 35°C do 45% RH w zakresie 40–50°C.
Najbardziej ryzykowna sytuacja występuje jednak nie wtedy, gdy na hali jest po prostu wilgotno, ale po przeniesieniu zimnego miernika do ciepłego pomieszczenia. Powierzchnia urządzenia może znajdować się poniżej punktu rosy, więc na elektronice i zaciskach zaczyna wykraplać się woda.
W takim stanie nie należy wykonywać pomiarów, szczególnie w instalacjach energetycznych. Problemem przestaje być sama dokładność. Pojawia się ryzyko pogorszenia izolacji, prądów upływu i nieprzewidywalnego zachowania urządzenia.
Praktyczna decyzja jest więc prosta:
-
przy zwykłych pomiarach niskich rezystancji i napięć sprawdź przede wszystkim, czy urządzenie pozostaje w zakresie środowiskowym producenta;
-
przy pomiarach setek megaomów, gigaomów oraz bardzo małych prądów kontroluj również wilgotność, czystość izolatorów, przewodów i złączy;
-
po przeniesieniu zimnego sprzętu do ciepłego, wilgotnego pomieszczenia nie używaj go, dopóki nie osiągnie temperatury otoczenia i nie zniknie ryzyko kondensacji;
-
jeśli na obudowie, przewodach albo gniazdach widać wilgoć, samo osuszenie powierzchni ręcznikiem nie jest wystarczającym kryterium bezpieczeństwa.
Najbardziej irytujące w praktyce jest to, że wpływ wilgoci często nie daje stabilnego, łatwego do rozpoznania błędu. Wynik potrafi powoli „płynąć”, reagować na dotknięcie przewodu albo zmieniać się po kilku minutach. Wymiana miernika na droższy model nie rozwiąże wtedy problemu, jeśli rzeczywistą przyczyną jest zabrudzone lub wilgotne stanowisko.
Jak odróżnić błąd środowiskowy od uszkodzenia instalacji lub miernika?
Najgorsza decyzja to uznać nietypowy wynik za usterkę badanego urządzenia bez sprawdzenia warunków pomiaru. W praktyce trzeba zacząć od budżetu błędu i warunków odniesienia zapisanych w instrukcji konkretnego przyrządu.
Dla przykładu Fluke 110 ma dokładność określoną na okres jednego roku od kalibracji dla temperatury 18–28°C i wilgotności względnej 0–90%. Jednocześnie sam zakres temperatury pracy urządzenia jest szerszy: od −10°C do +50°C. To dwa zupełnie różne parametry. Fakt, że miernik może działać przy −5°C, nie oznacza automatycznie, że obowiązuje wtedy dokładność przewidziana dla 23°C.
Podobnie należy czytać dane laboratoryjnych multimetrów. Producent może podawać osobno:
dokładność podstawową + dryft długoterminowy + współczynnik temperaturowy + warunki wilgotności + wymagany czas rozgrzewania.
Jeżeli wynik jest podejrzany, sprawdzanie warto prowadzić w określonej kolejności.
1. Najpierw temperatura miernika i badanego obiektu.
Nie wystarczy odczytać temperaturę powietrza. Metalowy element wyniesiony z chłodni może mieć 8°C jeszcze długo po przeniesieniu do pomieszczenia o temperaturze 22°C.
2. Potem kondensacja i wilgotność.
Jeśli sprzęt był transportowany między strefami o dużej różnicy temperatur, ryzyko wykraplania wody jest ważniejsze niż nominalna wilgotność odczytana z higrometru.
3. Następnie przewody i styki.
Przy małych rezystancjach problemem są rezystancje styków. Przy wysokich rezystancjach — zabrudzenia i prądy upływu. Jeden zestaw przewodów nie jest optymalny do każdego rodzaju pomiaru.
4. Dopiero później podejrzewaj sam miernik.
Jeżeli dwa pomiary wykonane w tych samych, ustabilizowanych warunkach nadal znacznie się różnią, sens ma kontrola przyrządu za pomocą źródła odniesienia lub przekazanie go do sprawdzenia metrologicznego.
Takie podejście ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy wynik leży blisko wartości granicznej. Jeśli kryterium odbioru wynosi przykładowo 10,00 kΩ, a zmierzona wartość to 9,98 kΩ, nie można rozsądnie wydać decyzji na podstawie samych cyfr na wyświetlaczu. Trzeba uwzględnić dokładność przyrządu, temperaturę badanego elementu, rozdzielczość, stabilność wskazania oraz — gdy ma to znaczenie — rezystancję przewodów.
Inna sytuacja występuje przy diagnostyce instalacji 230/400 V, gdy pytanie brzmi jedynie: „czy napięcie występuje i czy ma mniej więcej prawidłową wartość?”. W takim zadaniu różnica między 229,8 a 230,2 V zazwyczaj nie uzasadnia budowania laboratoryjnego stanowiska. Precyzję należy dobierać do decyzji, która ma zostać podjęta na podstawie wyniku.
Jeżeli pomiary mają być porównywane między dniami, stanowiskami albo oddziałami firmy, warunki trzeba ujednolicić. W praktyce dobrze sprawdza się zapisywanie razem z wynikiem:
-
temperatury otoczenia,
-
temperatury badanego elementu, jeśli jest istotna,
-
wilgotności względnej,
-
modelu i numeru identyfikacyjnego przyrządu,
-
daty ostatniej kalibracji lub wzorcowania,
-
użytego zakresu pomiarowego,
-
czasu stabilizacji urządzenia.
Bez tych danych seria pomiarów wykonanych w styczniu w nieogrzewanym magazynie i seria wykonana w lipcu w hali produkcyjnej mogą wyglądać jak zmiana parametrów urządzenia, choć część różnicy wynika po prostu z temperatury.
Jeżeli trzeba dobrać przyrząd do takich warunków, nie należy porównywać wyłącznie liczby cyfr na wyświetlaczu. 6000 czy 60 000 zliczeń mówi o rozdzielczości, a nie automatycznie o dokładności. Znacznie ważniejsze są dokładność dla wymaganej funkcji, współczynnik temperaturowy, dopuszczalna wilgotność, odporność środowiskowa, kategoria pomiarowa CAT oraz warunki, dla których producent gwarantuje parametry.
Więcej informacji na: https://www.merserwis.pl
FAQ — temperatura, wilgotność i dokładność pomiaru
Czy 90% wilgotności oznacza, że można używać miernika podczas kondensacji pary wodnej?
Nie. W specyfikacji bardzo często chodzi o wilgotność bez kondensacji. Widoczna wilgoć na urządzeniu jest sygnałem do przerwania pomiarów i ustabilizowania sprzętu w nowych warunkach.
Czy multimetr działający przy −10°C zachowuje wtedy dokładność podaną w instrukcji?
Nie musi. Zakres temperatury pracy i zakres temperatury, dla którego gwarantowana jest podstawowa dokładność, to osobne parametry. Trzeba sprawdzić współczynnik temperaturowy konkretnego modelu.
Czy temperatura 30°C zamiast 23°C istotnie zmieni wynik każdego pomiaru?
Nie. Przy orientacyjnym pomiarze napięcia 230 V efekt może być praktycznie nieistotny dla decyzji użytkownika. Przy pomiarze rezystora wzorcowego, bocznika lub uzwojenia różnica kilku albo kilkunastu stopni potrafi mieć znaczenie większe od dokładności samego miernika.
Dlaczego pomiar dużej rezystancji zmienia się po dotknięciu przewodu lub izolatora?
Przy rezystancjach rzędu setek megaomów i gigaomów prądy pomiarowe są bardzo małe. Wilgoć, zabrudzenia i powierzchnia skóry tworzą dodatkowe drogi upływu, które mogą istotnie zmienić wskazanie.
Czy droższy miernik rozwiązuje problem wpływu temperatury i wilgotności?
Nie automatycznie. Lepszy przyrząd może mieć mniejszy współczynnik temperaturowy i lepiej określone parametry środowiskowe, ale nadal podlega prawom fizyki. Zawilgocone złącza, zmieniająca się rezystancja badanego przewodnika czy gradient temperatury pozostaną źródłami błędu.
Jak długo odczekać po wniesieniu zimnego miernika do ciepłego pomieszczenia?
Nie ma jednej uniwersalnej liczby minut. Decyduje wielkość urządzenia, różnica temperatur, wentylacja i wilgotność. Kryterium powinno być osiągnięcie przez sprzęt temperatury zbliżonej do otoczenia oraz całkowite ustąpienie ryzyka kondensacji. Dla przyrządów laboratoryjnych trzeba dodatkowo przestrzegać czasu rozgrzewania podanego przez producenta; w niektórych modelach wynosi on około 60 minut.
Co sprawdzić jako pierwsze, gdy pomiar wygląda niewiarygodnie?
Najpierw porównaj rzeczywistą temperaturę miernika i badanego elementu z zakresem, dla którego producent podaje dokładność. Zaraz potem sprawdź kondensację, wilgotność i stan przewodów. Dopiero gdy te warunki są prawidłowe, ma sens szukanie usterki miernika albo badanego układu. To właśnie pominięcie warunków środowiskowych należy usunąć w pierwszej kolejności — inaczej nawet bardzo dobry przyrząd będzie dostarczał precyzyjnie wyglądających, ale źle interpretowanych wyników.